Weselna tragedia skąpstwa!

Razem z moim partnerem zostaliśmy ostatnio zaproszeni na ślub, który odbywał się w małym lokalnym kościele. Pan młody zawsze słynął z wyjątkowego skąpstwa. Każdą torebkę herbaty parzył po kilka razy, ubrania, które nie nadawały się do noszenia, nosił w domu, bo przecież nikt nie widzi tych dziur. Jedzenie kupował najtańsze w hurtowni lub to, co za chwilę straci ważność i jest przecenione. Nie mam pojęcia, jak udaje mu się nie chorować pomimo tak okropnej diety. Nawet gdy idzie do restauracji, zabiera ze sobą swoje picie, bo nie będzie przecież płacił pięć złotych za wodę. Jedyne, na czym nie oszczędzał to samochód, bo każdy we wsi musi wiedzieć, że go na to stać. Co niedzielę urządzał przedstawienie przed domem, wystawiał samochód na środek i cały dzień go mył i polerował. Mieliśmy obawy, jak będzie wyglądało to wesele. Większość gości miała w razie czego ze sobą kanapki i jakiś alkohol. Napoje jednak Pan młody zorganizował, były to co prawda napoje reklamowe z nadrukiem, które dostaje on za darmo w firmie, w której pracuje, no ale picie było. Najpierw wszyscy dostali rosół, odrobina makaronu, nikt nie znalazł ani grama mięsa w zupie. Później nie było wcale lepiej.

Okazało się, że poza zupą i jednym daniem, państwo młodzi nie zagwarantowali gościom więcej jedzenia. Jeśli ktoś był głodny, mógł zamówić w barze jakieś danie za odpowiednią opłatą. Nigdy wcześniej nie byliśmy na takim weselu. Po pierwszym toaście skończyły się napoje reklamowe, po drugim nie było już wódki. Wtedy większość gości postanowiła wyjść. Zostało tylko kilka osób, które nie zapomniały portfela. Państwo młodzi stwierdzili, że takie wczesne wyjście było niegrzeczne. Orkiestra skończyła grać po czterech godzinach, bo tylko tyle mieli zapłacone. Później świadek puszczał na magnetofonie jakieś płyty z muzyką disco. To była najgorsza impreza, na jakiej kiedykolwiek byliśmy. Mam nadzieję, że nie prędko będzie jakaś okazja do spotkań z nimi.

Zobacz: Napoje reklamowe z nadrukiem | Oh-drink